Żelki. Yeeeh. Jeśli o mnie chodzi, mogłyby w ogóle nie istnieć bo wyjątkowo nie wchodzą mi jako temat spożywczy. Ale jednak byłoby mi przykro, gdyż wchodzą mi niesamowicie entuzjastycznie w kontekście pokoi dziecięcych. Mam na myśli misiowe lampy gummy bear, które od lat ’70 udając gigantyczne żelki, osładzają stylowo dziecięce wnętrza. Miśki odkryłam kilka lat temu, gdy będąc w ciąży, wiłam gniazdo i urządzałam pierwszy pokój dla mojego syna. Szukając obsesyjnie inspiracji, natrafiłam na pierwszego miśka i popadłam w uzależnienie 🙂 Przekopywałam serwisy aukcyjne i udało mi się trafić na prawdziwe perełki. Trzeba bowiem wspomnieć, że oryginalne miśki z epoki, czyli ceniony obecnie vintage, nie ustępują cenowo współczesnym potomkom i kosztują kilkaset złotych! Tymczasem, przy odrobinie szczęścia i determinacji w poszukiwaniu, można wykopać rarytasy za 10% ceny… Nie każdy jest amatorem tego typu estetyki, więc czasem unikatowe egzemplarze otrzymują status „niech już ktoś to zabierze” i wtedy jest szansa dla takich frików, jak ja.

Finalnie mój syn miał jednego wielgaśnego żółtego żela i dwa mniejsze, a większość dzieci naszych przyjaciół wzbogaciła się o ich kolorowe  klony.

Białego kruka stanowi do dziś misiek, którego spotkałam tylko raz i teraz trochę żałuję, że wypuściłam go z rak, gdyż był to osiemdziesięcio centymetrowy żółty grubas, który leżał leniwie na boczku. Ewenement! No cóż, następnego nie puszczę!

Na czym polega urok miśków?

Mają uroczy kształt, może lekko infantylny, ale jednak w prostej formie dość ascetyczny, dlatego świetnie wpisują się w style większości dziecięcych pokoi. Mają wiele kolorów – można przebierać, szukając tego idealnego. Kolory są zwykle soczyste i głębokie, dzięki czemu miśki stanowią świetny dodatek dekoracyjny. Są bezpieczne dla dzieci: nie nagrzewają się, są plastikowe wiec lekkie i trwałe. Światło miśków jest stworzone do budowania przytulnego nastroju pokoju – idealne, jako nocne oświetlenie dla maluchów, które boją się ciemności. Polecam szczególnie miśki w ciepłych kolorach: żółty i pomarańczowy – dają ciepłe, przytulne światło niczym blask z kominka. Granatowe, zielone czy fioletowe dobrze sprawdzą się we wnętrzach lub kącikach o podobnym, ale ciemnym kolorze ścian, wówczas ich światło wzmocni barwę dominującą, rozjaśniając mrok.

Żeby uniknąć nieścisłości, miśki nie są lampkami do czytania, czy pracy. Ich światło jest za słabe i zbyt rozproszone, o kolorze nie wspominając.

No cóż, mogłabym tak o tych miśkach jeszcze długo długo, bo faktycznie świetne są i w przeciwieństwie od żelatynowych odpowiedników nie trzeba ich sobie ograniczać, bo nie mają złego wpływu na zęby!

 

 

 

Komentarz

0

Co o tym sądzisz? :)